Recenzja Bomb Rush Cyberfunk – Pojęcie miłości

Bomb Rush Cyberfunk ma na celu przypomnienie, jak fajne były inne gry. W szczególności Jet Set Radio, Jet Set Radio Future i odrobinę Tony Hawk’s Pro Skater. Problem w tym, że Bomb Rush, skupiając się wyłącznie na nostalgii, nie ma własnej tożsamości – przypomina mi tylko, dlaczego wolę grać w inne gry.

Hołd dla radia Jet Set

Bomb Rush próbuje naprawić jedno z największych niedociągnięć Segi: 21 lat, które minęły bez nowej gry Jet Set Radio. Dla niewtajemniczonych Jet Set to seria sportów akcji, w której sterujesz gangiem rolkarzy siejących spustoszenie na ulicach Tokio, oznaczając każdą płaską powierzchnię wystarczająco dużą, aby pomieścić obraz. Walczyłeś z innymi gangami i policją, aby zdominować miasto. Uderzająca grafika w technologii cel-shading, niesamowita elektroniczna ścieżka dźwiękowa i przedstawienie japońskiej kultury ulicznej lat 90. i początku XXI wieku wciąż sprawiają, że jest to perełka w katalogu firmy Sega – zajmująca miejsce obok najlepszych gier tamtych czasów, takich jak Rez, Seaman i Space Kanał 5.

Aby zrozumieć ten wpływ, trzeba zrozumieć Bomb Rush. To także sportowa gra akcji, w której wcielasz się w rolę gangu rolkarzy (oraz deskorolkarzy i BMX-ów) siejących spustoszenie na ulicach Nowego Amsterdamu, oznaczając każdą płaską powierzchnię wystarczająco dużą, aby pomieścić obraz. W rzeczywistości możesz skopiować i wkleić wszystko powyższe, dotyczy to bezpośrednio Bomb Rush. To albo niezwykle szczery hołd, albo rażący plagiat bez żadnych nowych pomysłów. Skłaniam się raczej ku drugiej opcji.

Nie oznacza to, że gra nie ma mocnych stron, przede wszystkim jest zabawna, choć całkowicie pozbawiona myślenia. W sportowych grach akcji liczy się rozmach, a zdobywanie wielomilionowych kombinacji punktów podczas przemierzania wielu poziomów Nowego Amsterdamu jest płynne i naturalne. Mechanika tagów, która przerywa przebieg gry w mini-grze rysunkowej, dodaje odrobinę stylu. Podobała mi się także możliwość zmiany członków gangu, aby eksperymentowali z jazdą na deskorolce i trikami na BMX-ie.

Z drugiej strony gra nigdy nie popycha gracza. Zauważalny jest brak miernika balansu (którego, szczerze mówiąc, w Jet Set Radio też nie było, ale jednak), co oznacza, że ​​możesz ślizgać się i wykonywać triki bez żadnych umiejętności. Robienie trików jest fajne, ale po ośmiu godzinach rozgrywki rzadko kiedy musiałem myśleć o tym, co robię na ekranie. Sytuację pogarsza fakt, że każdy poziom ma mniej więcej tę samą strukturę misji – oznacz obszar, pokonaj rywalizujący gang w konkursie combo, unikaj policji lub walcz z nią w kiepskiej walce i zacznij od nowa. Po pewnym czasie robi się to monotonne. Zmienia się to jednak w końcowych poziomach, które służą jako sekwencje przypominające sen i sprawdzają umiejętności gracza, i to są najlepsze części gry.

Kopiując całą estetykę Jet Set, która dzięki cel-shadingowi została niesamowicie dobrze postarzana, Bomb Rush rzuca się na ciebie. Ścieżka dźwiękowa też jest świetna, chociaż dzięki małej liście odtwarzania będziesz słyszeć nawet swoje ulubione utwory trochę za często. Hideki Naganuma – słynny kompozytor Jet Set – również ma tu kilka piosenek; nic dziwnego, są świetne.

Ale mój największy problem z Bomb Rush polega na tym, że aż do tego zdania używałem słów „Bomb Rush” i „Jet Set” tyle samo razy. Bo nie da się rozmawiać o Bomb Rush bez wspomnienia jego inspiracji.

Wygląda na to, że największą ambicją Bomb Rush jest sprawienie, by gracz powiedział: „Hej, Jet Set Radio było fajne, prawda? I tak, ta gra była fajna. Uwielbiam radio Jet Set. Wolałbym spędzić czas grając w to jeszcze raz.

Myślę, że jest to ogólny problem związany z nostalgicznym trendem medialnym; mając taką obsesję na punkcie przypominania ci, jak wspaniałe było coś innego, brakuje im własnej, prawdziwej tożsamości. Bomb Rush nie sprawia wrażenia czegoś nowego, wyjątkowego i szczerego, jak Jet Set, kiedy został wydany 20 lat temu. Raczej wydaje się, że najlepsze pomysły kogoś innego zostały poddane recyklingowi, aby stworzyć pochodny, pozbawiony wyobraźni produkt. Bomb Rush nie wnosi nic nowego do rozmowy. Nie chce tworzyć nowych wspomnień – jest jak facet z twojej grupy przyjaciół, który wciąż ma obsesję na punkcie liceum. Od czasu do czasu nadal uruchamiam Jet Set Radio. Nie wyobrażam sobie zrobienia tego samego z Bomb Rush. Szkoda, bo jest tu fajna gra – jest po prostu uwięziona w pustej skorupie. Jego ostatnim grzechem jest żałosna, ledwo warta opublikowania historia. Jest nudno i przeciętnie – możemy to tak zostawić. Jest miejsce na gry, które chcą odzyskać dawną chwałę – aby przypomnieć, jak fajne były kiedyś gry – ale w tym celu musisz wnieść do rozmowy coś nowego. Neon White to świetny przykład gry, która poradziła sobie z tym dobrze. Bomb Rush nie jest zainteresowany dodaniem niczego nowego. Chce po prostu odbyć te same rozmowy, które prowadziliśmy od lat. Radio Jet Set było fajne. Zamiast tego idź i zagraj.

Źródło: www.gameinformer.com