Endwalker: pełna recenzja eksperta od gier wideo

Jako doświadczeni dziennikarze zajmujący się grami wideo w końcu nam się udało. Udało nam się dotrzeć na księżyc.

Wyzwanie Final Fantasy 14

Na początku roku wspólnie napisaliśmy artykuł o naszych postanowieniach dotyczących gier. Zwykle do tych postanowień wraca się co roku i nigdy ich nie udaje się zrealizować, ale tym razem jest inaczej. Planowaliśmy aktualizację w Final Fantasy 14. Jesteśmy zdeterminowani, aby to osiągnąć.

Teraz, w naszym dążeniu do ukończenia przygody Eorzean przed premierą Dawntrail w przyszłym miesiącu, w końcu dotarliśmy do Endwalkera. Wreszcie wszystko się ułożyło.

Odkrywanie Final Fantasy 14

Jako wielcy fani gier dla pojedynczego gracza, ale nie MMORPG, początkowo wahaliśmy się, czy kilka lat temu rozpocząć pracę nad Final Fantasy 14. Nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać, a jego świat wydawał się nam nieprzenikniony: Jobs! Praca domowa ! Terminologia! Menu! Wymagane setki godzin rozgrywki!

Dla wielu rozszerzenie Shadowbringers stanowi szczyt gamingu. Rozumiemy dlaczego. To duży krok naprzód w stosunku do poprzednich rozszerzeń, ze zmianą na nowy świat, fajną koncepcją fabuły i jednym z najlepszych złoczyńców w grze w postaci Emet-Selch.

Świat Endwalkera

Jednak dla nas, podczas gdy Shadowbringers był dużym krokiem naprzód, Endwalker go przewyższa – przynajmniej na razie. Wizualnie jest to spektakularne, od inspirowanych starożytną Grecją sal naukowych Sharlayan po kolory Thavnair przywodzące na myśl Indie. A potem księżyc! Misterny projekt Pałacu Obserwatorów na tle niebiańskiego nieba zapiera dech w piersiach i sprawia, że ​​podróżowanie po jego powierzchni jest interesujące – nawet przed kolejną aktualizacją grafiki.

Poza tym wydaje się, że fabuła uległa poprawie. Sama fabuła jest przejrzysta i ładnie zamyka dotychczasowe wydarzenia w grze, a scenariusz oscyluje pomiędzy nieszczęsną egzystencjalnością a autentyczną komedią. W jednej chwili przeżywamy płaczliwy moment przy zupie, w następnej śmiejemy się po rzuceniu piłek w królika.

Przyjemność grania

Po setkach godzin spędzonych już czujemy się pewniej w swoich możliwościach i nauczyliśmy się po prostu odpoczywać i cieszyć się chwilą, chłonąć atmosferę i czerpać przyjemność z opowiadania historii.

Nadal mamy przed sobą długą drogę do Endwalkera, ale wraz z Dawntrail tuż za rogiem jesteśmy podekscytowani, że w końcu możemy być na bieżąco i wspólnie z resztą społeczności doświadczać najnowszego dodatku do gry. A kiedy to się skończy, być może zabierzemy się za raidy i w końcu pozbędziemy się strachu przed grą online.

Źródło: www.eurogamer.net