Epicki pojedynek: Battle Royale, japońska inspiracja Igrzyskami Śmierci i Fortnite

Przed Igrzyskami Śmierci, Fortnite czy Squid Game koncepcja „battle royale” narodziła się z papkowatej japońskiej powieści z 1999 roku napisanej przez Koushuna Takamiego. Film wyreżyserowany przez Kinji Fukasaku i wydany rok później redukuje część kontekstu książki (usunięto alternatywną historię zwycięstwa Japonii w II wojnie światowej), ale fabuła jest mniej więcej taka sama. Jako przykład wybrano losowo 15-latków. Zostają wysłani na bezludną wyspę, uzbrojeni i zmuszeni do wzajemnego zabijania się, aż pozostanie tylko jedna osoba – zwycięzca. Dzieci zabijają się nawzajem? Co za okrucieństwo! Ale o to właśnie chodzi. Przemoc w Battle Royale ma zastraszyć obywateli autorytarnego reżimu i zmusić ich do uległości. Gdy uczniowie umierają, film liczy pozostałych, jak w sporcie. Battle Royale jest paskudne i nie ma w tym nic subtelnego. (Kilka lekkich spoilerów do naśladowania.)

Prowokacyjny i szalony thriller

Podobnie jak wiele świetnych thrillerów, Battle Royale jest również szybki, zabawny i brutalny. Film ma dziś swoją premierę w serwisie streamingowym Criterion Channel jako część serii horrorów dla licealistów zatytułowanych „High School Horror”. To doskonała okazja, aby ponownie przyjrzeć się dziełu, które bardzo się zestarzało 20 lat później. Łatwo zrozumieć, dlaczego film stał się kultowy: Battle Royale jest prowokacyjny, brutalny i być może bardziej zapadający w pamięć ze względu na swój wpływ na kino niż ze względu na jakość produkcji. (Poparcie Quentina Tarantino też nie zaszkodziło; jedna z aktorek, Chiaki Kuriyama, przypadła mu do gustu tak bardzo, że obsadził ją w roli minibossa uzbrojonego w młot meteorytowy w Kill Bill Vol. 1.) To wciągający moment szaleństwa, który bardziej angażuje się w swoją koncepcję niż wiele filmów, które później zainspirował.

Battle Royale jest krwawe – czasem komiczne, czasem brutalne, a na ekran tryskają strumienie jasnoczerwonego syropu kukurydzianego. Archetypy licealistów są tu mniej typu sportowca, gotka czy nerda, a bardziej napędzane okresem dojrzewania: lojalni romantycy, zazdrosne przyjaźnie, garstka napalonych chłopców, outsider uczący się być bezwzględnym (dosłownie podcina gardło). Przygotowanie jest doskonałe, ponieważ każdy uczeń pokazuje, jak daleko jest w stanie się posunąć, aby przetrwać. „Większość postaci jest dość luźno naszkicowana, co sprawdza się tutaj dobrze, ponieważ z większością z nich nie będziesz miał zbyt wiele czasu, dopóki umrą. » Zdjęcie: Kanał Criterion

Występy dzieci nie zapadają w pamięć. Na szczęście w centrum filmu znajduje się japońska legenda Takeshi Kitano, wcielająca się w byłego nauczyciela, obecnie odpowiedzialnego za tryb Battle Royale z centrum dowodzenia. Poważny, sarkastyczny, złośliwy, a jednocześnie głęboki – Kitano jest tak dobry, że chcielibyśmy zobaczyć go więcej w filmie. Na początku, gdy wyjaśniane są zasady gry, uczeń pyta, czy w przypadku wygranej może wrócić do domu. „Tak” – odpowiada Kitano – „ale tylko wtedy, gdy wszyscy zginą”. »

Autentyczność Battle Royale

Nawet pomimo barbarzyństwa w Battle Royale istnieje szczerość. Zawiera wszystkie elementy gatunku YA, jeszcze zanim stał się powszechnym terminem marketingowym literatury: podnosi drobne, melodramatyczne problemy szkoły średniej, które czasami wydają się sprawą życia i śmierci, do rangi prawdziwego problemu przetrwania. Tworzą się klany. Rywalizacja zostaje wznowiona. Bohaterowie łączą siły, przekonani, że praca zespołowa może ich uratować z wyspy. Ale to samolubni ludzie, gotowi zrobić wszystko, aby przetrwać, idą najdalej. Jak mówi jeden z samotników: „Dlaczego nie zabić?” Każdy ma swoje problemy”.

Oglądając Battle Royale ponownie w 2023 roku, z łatwością można zaobserwować wpływ, jaki ono miało. Jasne jest również, że żadna z późniejszych wersji nie odniosła takiego sukcesu.

Trylogia Igrzyska śmierci Suzanne Collins, zarówno w książkach, jak i filmach, porzuciła ochrypłą satyrę na temat stagflacyjnego niepokoju Japonii w Battle Royale i zastąpiła ją bardziej uniwersalną przypowieścią polityczną, rozszerzając zakres turnieju w prawdziwie wojnę klasową (chociaż jego dystopijna sceneria jest tak rozległy, że trudno odczuć jakąkolwiek specyfikę czy związek z naszym światem). Następnie Fortnite przyjął formułę eliminacji i odniósł potworny sukces, ale przekształcił koncepcję „dzieci zabijających dzieci” z Battle Royale w grę dla dzieci: postacie z kreskówek, partnerstwa licencyjne z Disneyem, MrBeast i Arianą Grande oraz naiwny, brutalny… wolnej konkurencji, która odchodzi daleko od swoich krwawych początków. (Zawsze jest coś, co mnie niepokoi w zabijaniu kogoś i tańczeniu na jego zwłokach, nawet w grze wideo.)

Squid Game, największy koreański serial Netflixa, utrzymał stawkę Battle Royale, ale zamiast wysyłać uczestników na pole bitwy, poddał ich serii absurdalnych i niecodziennych gier – coś w rodzaju zabójczej wersji Mario Party. W przeciwieństwie do mrocznego i czasami szarego wyglądu filmu Fukasaku, Squid Game wykorzystuje jasne kolory i bogatą ikonografię. Nic więc dziwnego, że stał się zabytkiem kultury i tematem wielu memów. Późne ujawnienie serii wydaje się niedopracowane (bogaci… źli!), ale pod pewnymi względami Squid Game spełnia obietnice związane z Battle Royale bardziej niż oryginał lub cokolwiek, co nastąpiło po nim, dając nam tragiczne zakończenie z tylko jednym zwycięzcą .

The Criterion wypuszcza reżyserską wersję Battle Royale, która dodaje dodatkowe osiem minut. To nie wydaje się wystarczające. To być może jedyna rzecz, która jest w tym filmie lepsza niż trzy książki o Igrzyskach Śmierci (i cztery filmy), niekończące się aktualizacje Fortnite i wiele nadchodzących sezonów Gry Squid. Pomimo całej rzezi, Battle Royale sprawi, że będziesz głodny i będziesz chciał więcej.

Źródło: www.theverge.com